Mick & Bike

THE BIG BIKE THEORY

Gdynia – miasto z blatu.

Ambitne plany

Mam to ogromne szczęście i tego strasznego niefarta, że mieszkam w Warszawie. Tragizm tej lokalizacji polega na tym, że abym mógł sobie fajnie pokręcić muszę wyjechać gdzieś w Polskę. Piękno naszej kochanej Stolicy to przede wszystkim bliskość do każdego wymarzonego miejsca w kraju. Do tej pory najczęściej wybieraną przeze mnie destynacją był Kraków – a to ze względu na mojego przyjaciela, z którym dzielimy pasję do kolarstwa.

Na koniec sezonu wymyśliłem, że jadąc do moich przyszłych teściów z moją narzeczoną (której zawdzięczam możliwość podróżowania z rowerem bez żadnych problemów), zabiorę ze sobą rower – a nóż uda się pośmigać.

Wymyśliłem już trasę

Gdynia – Puck – Władysławowo – Jastarnia – Hel – Gdynia.

Pogoda i cel mojej podróży (urodziny mamy Ani) zweryfikowała jednak moje plany, gdyż całą sobotę padał deszcz, niedzielne popołudnie było już zarezerwowane na spacer z całą rodziną, a poniedziałek (11 listopada) był dniem powrotu i nie zdążyłbym śmignąć na tą zaplanowaną trasę (nawet gdyby nie padało).

Po za tym szybko też okazał się, że tej trasy nie da się zrobić po sezonie gdyż tramwaj wodny z Jastarni do Gdyni pływa wyłącznie od 29 czerwca do 1 września TRAMWAJ

Bilet na tramwaj wodny kosztuje 14 zł + 3 zł za rower – ale o nim napiszę więcej jak już uda mi się przepłynąć z Jastarni do Gdyni z rowerem.

Mont Gdynia

W sobotę stwierdziłem jednak, że przecież nie jestem z cukru i nie będę tak siedział (w końcu kolarstwo to sport dla prawdziwych mężczyzn, a nie piłkarzy) skoro już mam tu rower, a tuż obok jest piękna i majestatyczna Mont Gdynia. Postanowiłem zmierzyć się z nią parę razy, żeby wiedzieć, „z czym się je Pomorze”.

Wybrałem trasę „na około”: ul. Pułkownika Stanisława Dąbka – ul. Eugeniusza Kwiatkowskiego – ul. Admirała Józefa Unruga – i w prawo w ul. Pucką na Mont Gdynia.

Niestety, jak to mówią: „biednemu wiatr w oczy” – i w ten sposób w moim oku znalazła się „tona” piachu, więc wróciłem do domu i sobotnie kręcenie skończyło się – rekordów nie biłem.

Niedzielny spacer

Niedziela to mała trasa do Gdyni i przede wszystkim spotkanie z gdyńska infrastrukturą rowerową.

Wybrałem się estakadą rowerową na Nabrzeże Francuskie, gdzie właśnie cumował ogromny statek z Amsterdamu (taki rowerowy akcent) i wojskowa corvette.

Następnym moim przystankiem był Skwer Kościuszki i Nabrzeże Pomorskie, przy którym akurat cumował Dar Młodzieży oraz  Dar Pomorza. Są to piękne szkolne żaglowce (fregaty).

Dar Pomorza to także muzeum, które można zwiedzić w około 40 minut (taki jest przeciętny czas zwiedzania wg. http://www.cmm.pl/dar-pomorza). Na statku działa także sklep muzealny z pamiątkami związanymi z „Darem Pomorza” i wydawnictwami marynistycznymi.

Co do Daru Młodzieży, to gości on znacznie rzadziej przy nabrzeżu Pomorskim (przynajmniej z moich obserwacji) jest on znacznie młodszy od swojego kolegi, ale równie piękny.

Na Nabrzeżu Pomorskim na pewno spotkacie ORP BŁYSKAWICĘ – polski niszczyciel, okręt typu Grom. Uczestniczył on w działaniach II wojny światowej od pierwszych do ostatnich dni walk w Europie, operując na Atlantyku, Morzu Północnym i Morzu Śródziemnym. Obecnie jest to OKRĘT – MUZEUM, udostępniony do zwiedzania.

Jeżeli chcecie odwiedzić muzea znajdujące się na statkach to musicie zaopatrzyć się we własne zapięcie do roweru, gdyż żadne z muzeów nie oferuje przechowania rowerów.

Ponadto jak już macie tyle czasu, żeby zwiedzać gdyńskie muzea to polecam gorąco Muzeum Miasta Gdyni, które mieści się parę metrów dalej, tuż przy wjeździe na Kamienną Górę.

Tuż obok jest także Muzeum Marynarki Wojennej.

W sezonie Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni jest udostępnione do zwiedzania od 1 maja, od wtorku do niedzieli w godzinach od 10.00 do 17.00 (przy czym kasy są otwarte tylko do 16.15).

W poniedziałki Ekspozycję Plenerową Broni i Uzbrojenia Morskiego (czyli tę najlepiej dostępną dla rowerzystów) można zwiedzać bezpłatnie od 10.00 do 17.00 w pozostałe dni bilety wstępu do  muzeum wraz z ekspozycją plenerową kosztują około 10 zł za bilet normalny, a za bilety do muzeum i na ORP Błyskawicę 12 zł od osoby.

Wejściówka na Dar Pomorza kosztuje około 8 zł ,a wejściówka do Muzeum Miasta Gdyni kosztuje 7 zł.

Po wizycie na Nabrzeżu Pomorskim – gdzie jest zawsze pełno ludzi – pojechałem spojrzeć na tą Gdynię z innej perspektywy- trochę z góry.

Podjazd pod Kamienną Górę jest na tyle stromy, że daje dość dużo radości początkującemu kolarzowi takiemu jak ja, szczególnie, gdy dotrze się już do punktu widokowego.

Gdynia jest nieprawdopodobnie piękna. Całe to morze jest jakieś magiczne, a na Kamiennej Górze czuć to jeszcze mocniej.

Tego dnia, chciałem jeszcze pojechać do Sopotu, ale obiad już czekał na stole, więc zdecydowałem się wrócić, czym prędzej do domu, bo moja przyszła teściowa gotuje naprawdę wspaniale.

Wracałem – jak to ja – troszkę na około, bo bardzo chciałem przejechać się jeszcze jedną gdyńską drogą rowerową, która ciągnie się Bulwarem Nadmorskim wzdłuż morza. Jest to idealne miejsce na kawę. Nad samą plażą jest parę fajnych kawiarni/restauracji – między innymi Contrast, który bardzo polecam i o którym pisałem już w innym poście.

Rewa anfternoon ride

Nie planowałem już nigdzie się ruszać w niedzielę po południu do momentu, kiedy nie pojechaliśmy na spacer do Rewy. Już podczas jazdy samochodem wiedziałem, że za chwilę wrócę tu na rowerze i modliłem się tylko po cichu, żeby nie ściemniało się tak szybko.

Po powrocie wskoczyłem tylko w ciuchy rowerowe i ogień …

Na Rewę z Pogórza jechałem świetną trasą, bo dużą część trasy zajmuje droga rowerowa (ul. Derdowskiego), która nawet w niedzielę po południu nie była mocno zapchana spacerowiczami.

W tą drogę rowerową skręca się z ul. Pułkownika Stanisława Dąbka między stacją BP i Galerią Szperk. A wyjeżdża się dopiero przed Pierwoszynem. Sama prosta – od Galerii Szperk do lotniska ma około 2 km. W sumie cały czas jedzie  się niedaleko terenu lotniska, które obecnie jest chyba nieczynne.

Na drogę wskakujemy przed Pierwoszynem i cieszymy się falowanym terenem, aż do Rewy. Tam kilka chwil, żeby pokontemplować spokojną zatokę i piękny zachód słońca i z powrotem do domu.

Poniedziałkowa mżawka

W poniedziałek miałem ambitny plan wstać wcześnie rano i skoczyć wreszcie na ten Hel, ale znowu okazało się, że mży, a mi się nie chce wstawać o szóstej rano.

Wybrałem, więc trasę minimum, niewymagającą jakiegokolwiek zaangażowania intelektualnego w jej planowanie:

Gdynia – Puck – Gdynia

Wybrałem się znowu w kierunku Rewy moją ulubioną drogą rowerową, ale tym razem skręciłem w Pierwoszynie na PUCK. W sumie to żadna filozofia, bo od tego momentu jechałem wyłącznie na znakach.

Pierwszą inspiracją były przepiękne widoki rozciągające się wokół, a kolejną już troszkę mocniejszą wjazd do Mrzezina.

Świetna górka, stroma dość długa – naprawdę miła. Po pokonaniu jej nie rozciągają się niesamowite, zapierające dech w piersiach widoki, ale i tak nie miałbym siły ich podziwiać, bo na dole za ostro i zbyt ambitnie ją zaatakowałem.

Piękne krajobrazy zaczynają się wyłaniać po minięciu kolejnych paru podjazdów i klimatycznych wiosek z przepiękną typowo kaszubską architekturą.

Z samego Pucka zapamiętam najbardziej rynek, który jest naprawdę fajnie odrestaurowany, kościół św. Piotra i Pawła, zwany powszechnie farą – początki tej świątyni sięgają XIII wieku, i drewniane molo na środku którego wybudowano „stylową” restaurację w kształcie latającego spodka (świetne miejsce na kawę).

Na drogę powrotną wybrałem tą samą trasę, gdyż zaczęło już padać, a ja i tak już przemarzłem.  W związku z takim wyborem miałem możliwość podziwiać jeszcze raz piękne miejscowości mijane w drodze do Pucka.

Bilans weekendu

Wyjazd do Gdyni, choć już zaawansowaną jesienią, udał się podwójnie: po pierwsze wiem, że wrócę tu na co najmniej tydzień latem, bo Pomorze ma niesamowity potencjał (który jak było widać na drogach zauważyłem nie tylko ja) i po drugie doszedłem właśnie tutaj do wniosku w jakim kierunku chcę jechać na moim rowerze. W związku z tym drugim przemyśleniem chcę tylko powiedzieć:

do zobaczenia na wyścigach, teraz idę trenować.

Do zobaczenia na szosie.

Reklamy

One comment on “Gdynia – miasto z blatu.

  1. Pingback: Kraina spokoju i harmonii – czyli fiordy jadły nam z ręki. | Mick & Bike

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 18 listopada 2013 by in RoadTripping and tagged , , , , , , , , , , , .
Ius et Sport

Koło Naukowe Prawa Sportowego ,,Ius et Sport"

GONKA

Way of cycling

Tour de Warsaw

300 kilometrów na rowerze dookoła Warszawy

Co w prawie piszczy

THE BIG BIKE THEORY