Mick & Bike

THE BIG BIKE THEORY

Przepis na rower – Robert Penn

W trakcie lektury niezbyt ciekawej książki – o której napiszę jeszcze, bo jest to książka o ulubieńcu wszystkich Lancie Armstrongu – w moje ręce zupełnym przypadkiem wpadła książka brytyjskiego dziennikarza i pisarza Roberta Penna (chyba można to odmienić :P). No może nie takim zupełnym przypadkiem bo polowałem na nią od dłuższego czasu ale nie chciałem na nią wydać więcej niż 25 zł, dlatego zamówiłem ją na allegro. Niestety sklep z allegro w którym zakupiłem tę książkę mimo szczerych chęci nie potrafił stanąć na wysokości zadania i znaleźć tej pozycji w żadnym swoim magazynie. Już myślałem, że tak skończyło się moje poszukiwanie naprawdę taniej książki, aż jednego popołudnia szykując się do wakacji w Indochinach wskoczyliśmy razem z moją narzeczoną do Sklepu Podróżnika na Warszawskiej Ochocie przy ul. Kaliskiej po parę map.
Naprzeciwko wejścia oświetlony anielskim promieniem jarzeniówki moim oczom ukazał się cały dział poświęcony właściwie wyłącznie rowerom.
Wyszedłem wtedy obładowany tyloma książkami, że spokojnie mógłbym obdarować nimi pół mojej licznej rodziny, ale nie, te książki były moje – w tym pierwsza za którą się zabrałem (najtańsza, co nie znaczy najgorsza) „Przepis na rower”.

Sam uwielbiam majsterkować przy rowerze, wszystkie moje rowery przechodziły niesamowite modernizacje, z oryginału zachowując wyłącznie ramę i choć to o czym opowiada w swojej książce jej autor nie jest dla mnie nowością to znalazłem w niej wiele historii, które słyszałem (czytałem) po raz pierwszy.
Historia to słowo klucz tej książki, bo to właśnie pod pretekstem budowy swojego roweru marzeń Rob Penn zabiera nas w podróż przez wszystkie wieki od powstania koła, aż do budowy nowoczesnych modeli karnonowych.
Fakt, że w książce zabrakło troszkę chronologii i porządku przez co jest ona chaotyczna, a niektóre historie powtarzają się w trakcie jej lektury, zrzucił bym na karb tego, że autor jest naprawdę mocno zakręcony na punkcie rowerów i we wszystkim co opowiada widać  jego ogromną pasję.

„Przepis na rower” to tytułu, który w dobie „kuchennych rewolucji”, „Mastercheaf ów” jest bardzo aktualny. Ale w sumie czy opowiada na najważniejsze pytanie? Czy rower który samodzielnie złożę, zainspirowany tą książką będzie mi smakował? To właśnie moim zdaniem największa zaleta tej książki, która nie uczy składania najlepszej szosówki wszechczasów, ale na każdym kroku przypomina nam, że jest to przepis na rower Roba, który jest już dojrzałym cyklistą i wie czego oczekuje od swojej maszyny.
Rob Penn jest zapalonym rowerzystą i w swoim życiu – jak to często podkreśla – wybrał rower z wielu powodów: żeby pozostać w formie, żeby uniknąć korków, żeby pomóc matce naturze, a w końcu dla własnej przyjemności (żeby poczuć na swoich ustach uśmiech małego chłopca, którym jest wsiadając na swój rower). Rob Penn przebył na rowerze 5 kontynentów w swojej podróży dookoła świata i widać to dokładnie podczas lektury jego książki. Nie jestem fanem podróżowania z sakwami ale bardzo podziwiam ludzi, którzy potrafią rzucić wszystko i po prostu spokojnie kręcić dookoła globu.
Znam takich zapaleńców jak Rob i wiem, że w trakcie chwili w jakiej miałem z nimi osobistą styczność dało się wyczuć mega pozytywną energię i potężną dawkę wiedzy o rowerach.

Kończąc powoli tę przydługą recenzję, która jak książka Roba Penna stała się zbyt chaotyczna, muszę przyznać, że spodziewałem się po tej książce czegoś innego. Myślałem na początku, że będzie to instrukcja montażu roweru, krok po kroku – tymczasem autor nawet nie dotknął swojej maszyny podczas końcowej fazy, czyli właśnie montowania zebranych części roweru (choć wiem, że na pewno by to potrafił).

Po pierwszych paru stronach zacząłem myśleć, że to po prostu jest książka z lokowaniem produktu (czyt. chamską reklamą), ale pod koniec doszedłem do wniosku, że i ja kocham i powydziwiam część z tych marek które zagościły w „przepisie na rower”: Chinelli, Brooks, Campagnolo … i w tym zakresie nie jestem wyjątkiem w świecie rowerowym, ani też wyjątkiem nie jest Rob Penn.
Ponadto bardzo doceniam pracę jaką wykonał Rob, aby dowiedzieć się tak wiele o historii roweru i przedstawić ją w tak skondensowany sposób, a już najbardziej zafascynował mnie przedstawiając mi tych wszystkich innych fascynatów, miłośników, maniaków dwóch kółek do których zawitał w poszukiwaniu idealnych części.

Możecie powiedzieć, co to za książka bez obrazków 😛 Otóż obrazki, są – małe i czarno białe, ale dzięki pasji z jaką Rob Penn opisuje budowę i historię roweru w naszej głowie powstanie piękniejsza ilustracja niż w niejednym albumie. Właśnie z tego powodu polecę tę książkę każdemu, kto zapyta się czy warto ją przeczytać. A jeżeli naprawdę nie lubisz książek bez obrazków, to Rob zadbał i o to – w trakcie swojej podróży po idealne części nagrał dla Ciebie ot mały dokumencik.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 8 stycznia 2014 by in CycleBook and tagged , , , .
Ius et Sport

Koło Naukowe Prawa Sportowego ,,Ius et Sport"

GONKA

Way of cycling

Tour de Warsaw

300 kilometrów na rowerze dookoła Warszawy

Co w prawie piszczy

THE BIG BIKE THEORY