Mick & Bike

THE BIG BIKE THEORY

Ludzie z dynamitem w nogach – #tdw250

25 maja 2014 roku miałem być w Kościerzynie i pierwszy raz wziąć udział w imprezie organizowanej przez RowerOver Kaszebe Runda, ale ze względu na kontuzję i lekarza – bankowca, który powiedział mi „oszczędzaj” zdecydowałem, że wypad na Kaszuby będzie za drogi (choć lekarzowi pewnie chodziło o to, żebym oszczędzał skręconą kostkę). Nie mniej nie było sensu jechać na drugi koniec Polski skoro tuż pod nosem Cyklista w Warszawie organizował z zamierzenia spokojny przejazd 250 km dookoła stolicy. Stwierdziłem, że spokojny objazd trasy mieści się w granicach definicji „oszczędzania nogi”, więc w ostatniej już chwili zdecydowałem, że jednak zostaję w Warszawie i jadę.

Nerwówa zaczęła się na noc przed planowanym wydarzeniem, choć kupiłem batony energetyczne i OSHEE w kolorach tęczy, zmieniłem opony w Treku i kupiłem dętki na zmianę to jednak bałem się, że nie dam rady przejechać nawet połowy, że mnie urwą pod Tarczynem, albo co gorsza pod Błoniami, a stamtąd to już nie wiem jak wrócić 😛

***

Na wydarzenie zapisanych było dwadzieścia osób, na Placu Bankowym zjawiły się cztery – Magda i trzy Michały. Ktoś miał dołączyć na Rondzie Jazdy Polskiej, ale nie …

Przez Warszawę męczyliśmy się z czerwoną falą i dopiero na Ursynowie okazało się, że to nie będzie niedzielny spacerek. Do Tarczyna nasza średnia prędkość skoczyła o 4 km/h i wskazała prędkość powyżej 30 km/h, a to była dopiero jadna któraś trasy (Cyklista w Warszawie powiedziałby dokładnie jedna która-  informował nas ile już przejechaliśmy co jakiś czas).

Może nie było nas tak dużo jak to było zaplanowane, ale ogień był niesamowity. Pierwsza przerwa techniczna, z racji naszej prędkości przeniosła się z Tarczyna pod Błonie i tam okazało się, że ktoś się spóźnił ale nas goni. Tak nas gonił w naszych głowach przez całą trasę. Nie zwalnialiśmy nawet na chwilę, a mimo to mieliśmy siłę i czas na poznanie się. Te trzy osoby to świetni ludzie. Magda której prawie rozkręciliśmy rower na pierwszym postoju zastanawiając się, jak działają jej podwójne hamulce miała na tyle cierpliwości, że prawie nam pozwoliła je rozkręcić – swoją drogą piękny rower, przełajowo szosowy Gianta.

Michał na klubowej Meridzie Lampre, nie wiem co ma w nogach, ale nie są to zwykłe mięśnie. Od Zegrza miałem możliwość podziwiania Jego tylnego koła i muszę przyznać, że prezentuje się zacnie 😛 Poza tym Michał jest naprawdę niezmordowany.

Ale najbardziej niezmordowany był nikt inny jak organizator trasy Cyklista w Warszawie, który ma kopyto nie z tej ziemi. Spokojnie sam by poprowadził całą pętlę – widać było, że jest megaMocny. Właściwie cały czas był w czubie i miał jeszcze siłę, ochotę i czas na zdjęcia filmy i żarty.

Cała ekipa zdobyła moje wielkie uznanie, dowiedziałem się dużo o sobie – że spokojna trasa w każdej chwili może zmienić się w wyścig (jak powiedział Michał: „kolarstwo to nie bierki”), zapisałem się na wizytę do dentysty (po jednej z przerw kiedy okazało się, że moje uzębienie źle reaguje na lody), dowiedziałem się też, że nie muszę przejechać całej trasy jeżeli czuję, że to jeszcze nie czas, że warto czasem odpuścić 50 km, żeby następnego dnia móc wsiąść na rower.

Najważniejsza nauka jednak jest taka, że mój lekarz się mylił, 200 km to dalej oszczędzanie nogi. W końcu zrobiłem 204 km odłączając się od chłopaków w Wołominie. Oni niezmordowani z zawrotną prędkością skończyli #tdw250 około 18.00 na Placu Zamkowym.

Dzięki Michał za wspaniałą trasę, za świetną atmosferę, za celne rady, za zdjęcia i za cały mój odcinek #tdw250 – na następnej trasie będę na 100% 🙂 Dzięki reszcie za najlepsze towarzystwo do kręcenia.

Do zobaczenia …

Reklamy

5 comments on “Ludzie z dynamitem w nogach – #tdw250

  1. Marcin Wesolowski
    28 Maj 2014

    Jest moc! Naprawdę wspaniała trasa!

  2. Pingback: Baton energetyczny – bomba smaków | Mick & Bike

  3. Pingback: La Grande Boucle – czyli 150km w doborowym towarzystwie | Mick & Bike

  4. Maciek - Na Rower! Blog
    14 lipca 2014

    Właśnie piszę posta (będzie za 2 dni), bo mnie udało się odwalić podobny dystans z Tarnowa dookoła jeziora Dobczyckiego przez Myślenice i z powrotem. Wyszło 218 km. Ale my jechaliśmy zdecydowanie spokojniejszym tempem. A satysfakcja z przejechania takiego dystansu, to coś nie do opisania. O dziwo nie bolały mnie nogi, lecz tyłek i szyja/ramiona.

    Zazdroszczę zgranej ekipy. Oby udało wam się częściej wyjeżdżać na takie trasy!

    P.S. Pod koniec wakacji próbuję przekroczyć 300 kilometrów, ale tym razem po płaskim 😉

  5. Pingback: Solidna mazurska sensacja – Tour de Mazury. | Mick & Bike

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 28 Maj 2014 by in Prosto z szosy and tagged , , , , , , , , , , , .
Ius et Sport

Koło Naukowe Prawa Sportowego ,,Ius et Sport"

GONKA

Way of cycling

Tour de Warsaw

300 kilometrów na rowerze dookoła Warszawy

Co w prawie piszczy

THE BIG BIKE THEORY