Mick & Bike

THE BIG BIKE THEORY

La Grande Boucle – czyli 150km w doborowym towarzystwie

Ostatni wpis już był poświęcony Cykliście z Warszawy, ale trasa którą zaplanował i zorganizował Cyklista w czerwcu była równie niezwykła co LGB250, choć z innego powodu. Każdy wyjazd na mojej szosie to dla mnie przygoda (może po części dlatego, że bardzo rzadko zdarza się, żebym nie zgubił drogi), ale jazda w peletonie to przyjemność sama w sobie- a już szczególnie w takim towarzystwie:

Tym razem frekwencja dopisała, ruszyliśmy z Warszawy w peletonie liczącym około 24 osób. Oczywiście przejazd przez Warszawę jak zawsze przysporzył kłopotów z synchronizacją świateł (słynna już czerwona fala), ale od początku Cyklista z Warszawy ustalił kilka podstawowych zasad:
—> nie wyprzedzamy samochodów na światłach
—> trzymamy się „ciasno”
—> staramy się nie przekraczać 30 km/h
—> słuchamy organizatora

i przez większość trasy przypominał o tych zasadach, aż w końcu na Bielanach, czyli na samym końcu trasy część z nich była respektowana – choć cały czas dźwięczy mi w uszach „ciasno, ciasno”.
Grupa była dość spora dlatego ogromne chapeau bas dla Cyklisty w Warszawie za tak mądre wytyczenie trasy, że na większości trasy właściwie nie widzieliśmy samochodów. A i górek było tylko tyle ile było konieczne.

Na starcie zjawiło się dużo szos, bo na tej edycji #LGB150 była ich większość. Ale nie tylko szosy jechały, a MTB i Trekingi radziły sobie świetnie. Średnia prędkość ustalona była w okolicach 25 – finalnie nasza średnia prędkość wyniosła około 27 km/h, to dość szybko dla szos ale i dość spokojnie dla innych kolarzy (tak mi się wydaje, bo nie było większych bomb). A jeżeli już o bombach wspominam, to spadki formy zdarzały się raczej przez pogodę która dopisała nam jak nigdy. Temperatura w okolicach 25-30 stopni (zależnie od godziny) i piękne słońce non stop. Bez kremów do opalania nie było szans na powrót do domu bez spalonych rąk i nóg. Ale to oczywiste, że pogoda, dopisze jak zamawia ją sam Cyklista 🙂

Pierwszy przystanek zaplanowany był w Górze Kalwarii do której jechaliśmy trochę inaczej niż wiedzie droga niedzielnych wypadów Kolarskiego.eu. Różnicą jest jedno wzniesienie, które prowadzi na bardziej uczęszczaną ulicę. Cyklista wybrał jednak spokojniejszą okolicę i w Ciszewie skręciliśmy w lewo przy placu na którym znajduje się ogromny Kamień (niestety nie kojarzę po co on tam stoi) i flagą. Z tego miejsca choć jedziemy szosą zdecydowanie gorszej jakości niż gdybyśmy jechali pod górę do Słomczyna to ruch samochodowy jest znikomy.

Góra Kalwaria przywitała nas jak na Górę Kalwarię przystało w Zielone Świątki – otwarte były tylko nieliczne sklepy, a w miejscu brejku pojawił się ksiądz, żeby pobłogosławić nam na dalszą część trasy. Tak serio to nie wiem co robił akurat tam ksiądz, bo skoczyłem do sklepu po coś do picia i banana, ale ze zdjęć można wnioskować, że był żywo zainteresowany naszym peletonem – w sumie jak większość mijanych przez nas ludzi. Błogosławieństwo chyba nie dało rady, bo właśnie na tym postoju objawiła nam się pierwsza przebita dętka. Z drugiej strony szczęśliwiec od pierwszej usterki ponoć łapie kapcie na każdym wyjeździe, więc tu powinniśmy raczej liczyć na cud a nie zwykłe błogosławieństwo 😛

#WBR #Warsaw #Bike #Bike #Ride #szosa #TREK #Bontrager #alwaysonweels #Fulcrum #Cyklista #LGT #Sralpe #priest

A post shared by Piotr Kozłowski (@kredziu) on

Z Góry Kalwarii ruszyliśmy na miejsce naszego kolejnego brejku czyli do Tarczyna. Ten odcinek był raczej gładki, bardzo miłe szosy i tylko miejscami podziurawione (za Prażmowem). Jechaliśmy przez Czarny Las kierując się cały czas na Prażmów, w którym odbiliśmy w lewo na Racibiory (a nie jak zwykle jeżdżę na Łoś), a stamtąd już prosto do Tarczyna. Ten odcinek minął dość szybko, choć robiliśmy go w największym upale.

Przed Żelechowem po zaliczeniu potężnej dziury mieliśmy pierwszy przymusowy postój na łatanie dętki, której w końcu nie udało się dokładnie załatać, a jeden z kolarzy był zmuszony do wezwania „wozu technicznego” i przerwania trasy na tym etapie. W Grodzisku Mazowieckim kolejny kolarz ze względu na ogromny upał zrezygnował i wybrał powrót do domu kolejką WKD – a upał był przeogromny.
Nasza trasa z Tarczyna biegła przez Żelechów do Żabiej Woli, gdzie przeskoczyliśmy na drugą stronę Katowickiej i trafiliśmy – jak wtedy myśleliśmy – na najgorszy asfalt jakim jechaliśmy. Od Żabiej Woli do Grodziska droga wyglądała jak odcinki wyścigu Paris – Roubaix (choć okolica jest bardzo malownicza).

Z Grodziska prawie do Brwinowa jechaliśmy główną drogą i zrobiliśmy niezły korek (choć szczęśliwie w niedzielę nie ma takiego ruchu jak na tygodniu), ale właśnie tam trafiliśmy na najgorszy kawałek nawierzchni, bo nie nazwę tego szosą. W Brwinowie troszkę nadrobiliśmy metrów nie trafiając w ul. Graniczną, która miała zaprowadzić nas do Pruszkowa, ale tam zrobiliśmy mały brejk – nasz przedostatni. Droga zmieniła się niedługo w porządną szosę i minęliśmy Pruszków, Piastów i Bronisze w ciągu dosłownie chwili. Gdzieś w Pruszkowie mieliśmy ostatni Pit Stop przed Kolumną Zygmunta.

Za Pruszkowem poszło już jak po maśle. Świetne szosy, wszyscy się już rozgrzali i śmignęliśmy jak szatany do mety naszej niedzielnej wycieczki.  Tam gratulacje dla wszystkich i poczucie spełnienia (i krótka droga do domu jeszcze) 🙂

Ślad STRAVA

W trakcie #lgb150 poznałem całe mnóstwo świetnych ludzi, nawet na chwilę nie miałem wrażenia, że mógłbym robić cokolwiek innego w tą niedzielę. Tematy do rozmowy się nie kończyły, zabawa była niesamowita, a miny ludzi których mijaliśmy, którzy nam machali, zatrzymywali się i robili nam zdjęcia, trąbili –  są niezapomniane. Dziękuję Wam wszystkim którzy jechaliście i przede wszystkim Cyklistom z Warszawy, którzy potrafią zorganizować naprawdę coś niesamowitego.

***

W trakcie całej trasy wydarzyło się jeszcze mnóstwo innych akcji, których tu nie opisałem, ale po prostu pojedźcie z Cyklistą na kolejną #lgb… żeby skosztować tej atmosfery … do zobaczenia na szosie.

Reklamy

One comment on “La Grande Boucle – czyli 150km w doborowym towarzystwie

  1. Marcin Wesolowski
    12 czerwca 2014

    Fajna sprawa i naprawdę świetne towarzystwo! Jak będziesz w Małopolsce, będzie trochę bardziej kameralnie 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 11 czerwca 2014 by in RoadTripping.
Ius et Sport

Koło Naukowe Prawa Sportowego ,,Ius et Sport"

GONKA

Way of cycling

Tour de Warsaw

300 kilometrów na rowerze dookoła Warszawy

Co w prawie piszczy

THE BIG BIKE THEORY