Mick & Bike

THE BIG BIKE THEORY

Łyse Giro – historia jednego bagażnika. Góry Świętokrzyskie.

Podróżowanie z rowerem nie jest przyjemnością samą w sobie, dopiero cel podróży przynosi satysfakcję. Podróż PolskimBusem.com była za długa, podróż PKP – przyjemna, krótsza ale dość nudna – samolot nie wszędzie lata i jest stosunkowo drogi. Ze wszystkich środków transportu najwygodniejszy zawsze wydawał mi się mój własny samochód – mogłem wyruszyć o której chciałem, zabrać wszystko co mi przyjdzie do głowy (no prawie wszystko).

Jednym z „przykazań” kolarza jest to aby Twój rower był lepszy niż samochód, ja uważam, że powinno ono brzmieć zupełnie inaczej – Twój samochód musi być równie komfortowy dla Ciebie co i dla Twojego roweru i idąc tym śladem zacząłem się zastanawiać jak upchnąć Treka w Miatę 🙂

Pierwsze próby nie były udane – dlatego, że w Góry Świętokrzyskie miała jechać ze mną moja narzeczona i potrzebne było mi wolne miejsce dla niej. Wskoczyłem więc na ALLEGRO i zacząłem szukać bagażnika odpowiedniego i niedrogiego. Po tygodniu szukania i wypytywania – akurat wtedy kiedy wyszedłem pokręcić – pojawiła się aukcja stelaża na tylną klapę sedana z błędem cenowym (cena stelaża 20 zł +15 zł przesyłka = 35 zł za stelaż). Moja narzeczona siedzi w prawach konsumenta, zatem udało się szybko sfinalizować transakcję 🙂 Po zakupie od razu pojechałem do Decathlonu i dokupiłem paski do mocowania bagażników za 30 zł i do Makro, żeby dokupić Gumy mocujące 5 zł. I tak oto stałem się posiadaczem bagażnika rowerowego prawie własnej konstrukcji (własnego pomysłu) do Roadstera.

Spakowaliśmy się i wyruszyliśmy w drogę. Wieczorem grill, żeby nabrać siły na rano i  piwo, żeby uzupełnić płyny, a w głowie cały czas myśl – „żeby jutro nie padało i było na tyle słońca, żeby przekręcić chociaż na taras widokowy w Św. Katarzynie”.

***

Rano nie było mowy o tym, żeby spać dłużej, słońce nie dawało spać już od 6, więc zebrałem się powoli i w drogę. Pierwszy punkt dnia- punkt widokowy w Św. Katarzynie.

I tu moje pierwsze zaskoczenie. Oczywiście widok był przewspaniały, a zdjęcie nie odda całego klimatu i spokoju jaki panował tam na miejscu, ale moje zaskoczenie było bardziej przyziemne – dosłownie techniczne. Wszędzie gdzie kręciłem, wzdłuż drogi ciągnęły się cztery pasy – dwa dla samochodów i dwa rowerowe (tj.w jedną stronę jeden i z powrotem drugi). Jednym słowem SZWECJA mi się przypomniała.

Taki stan rzeczy (drogi) utrzymywał się właściwie przez większość trasy jaką sobie wybrałem:

Św. Katarzyna – Górno- Huta Nowa – Święty Krzyż – Huta Koczary – Nowa Słupia – Bodzentyn

Trasa piękna i malownicza i niech nikt nie pisze, że Góry Świętokrzyskie to nie góry. Może nie ma tu ogromnych przewyższeń, ale widoki naprawdę zapierają dech w piersi. Mi dech zapierały też te przewyższenia – nie jakieś ogromne, ale bardzo długie i żmudne. Na zjazdach czułem się bardzo bezpiecznie – dzięki świetnej szosie, która niedawno musiała być tam położona. Ale tak czy inaczej zatrzymywałem się co chwilę, żeby zrobić zdjęcie – bo z każdego miejsca widok wydawał się jeszcze piękniejszy.

Ruch samochodów był minimalny, bo wyruszyłem bardzo wcześnie na trasę i główną drogą jechałem bardzo mało (właściwie tylko z Górna do Woli Jachowej, gdzie skręciłem w lewo). W Jachowej Woli zaczyna się też walka ze Świętym Krzyżem – tam zaczyna się wzniesienie i kończy parę kilometrów dalej pod platformą widokową na szczycie.

Jak już wjechałem na Święty Krzyż okazało się, że wcale nie wstałem pierwszy – tam już siedział inny kolaż delektujący się widokiem. Zrobiłem to co on – wyciągnąłem batona, usiadłem i czułem satysfakcję z osiągniętego celu. Zrobiłem jeszcze kolejną porcję zdjęć i ruszyłem dalej, a właściwie z powrotem.

elewacja

Las którym dojeżdża się do Świętego Krzyża, z którego dopiero co schodziła mgła był tak czarowny, że nie potrafię tego opisać słowami, fotografie nie oddają też całej tej atmosfery, a ja wiem, że było w 200% warto brać rower ze sobą choćby tylko dla tego małego odcinka.

Aż do Nowej Słupi asfalt to marzenie, zamiast nieużytkowego pobocza droga rowerowa – po prostu szał. Dla mnie problem zaczął się dopiero w Nowej Słupi w której oznaczenia wyglądają jak na obwodnicy Warszawy, na której gubię się notorycznie. Więc i w Nowej Słupi się lekko zgubiłem, ale szybko wróciłem na właściwą drogę. Na szosie powrotnej nie było już tego szału z drogą rowerową, ale za to po drodze, akurat w momencie kiedy skończyła mi się woda w bidonach pokazała się pompa z wodą,w której napełniłem bidony i ruszyłem dalej (chyba w Mirowicach). Woda – choć może to też moje nastawienie do tej okolicy – lepsza niż większość butelkowanych, a dodatkowo zimna jak z lodówki.

W drodze powrotnej cały czas rozpraszały mnie te niesamowite widoki górek, pagórków i wszechogarniających pól. Zza drzew w oddali widać było tylko wyższe zabudowania – czyli kościoły. No sielanka, aż miło. A miło podwójnie, że to tak blisko i wystarczy godzinka, czy dwie, żeby znaleźć się w takim miejscu. Szkoda mi było tylko tego, że tek mało czasu przeznaczyłem na rower. Jak tylko wróciłem czułem bardzo niedosyt, ale wiem że wrócę tam na dłużej, bo zaiste jest gdzie 😛

Reklamy

4 comments on “Łyse Giro – historia jednego bagażnika. Góry Świętokrzyskie.

  1. Marcin Wesołowski
    22 lipca 2014

    A Małopolska nadal czeka, i się doczekać nie może! 🙂

    • Mick&Bike
      22 lipca 2014

      Cały czas o Tobie myślę 🙂 Niedługo zrobię Ci niespodziankę 🙂 Może weekend 8 sierpnia? ??

      • Marcin Wesołowski
        22 lipca 2014

        I dobrze! 8 sierpnia nie mam nic zaplanowane, więc jak najbardziej!

  2. WK
    22 lipca 2014

    Wow, byłem raz w Górach Świętokrzyskich (ale bez roweru), parę raz „przejazdem” i mam te same wrażenia – piękne widoki, a i na podjazdach pewnie można się zasapać. Od dawna chodzi mi po głowie 1-2 dniowy wypad w te okolice i chyba powyższa relacja wreszcie zmotywuje mnie do działania 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Ius et Sport

Koło Naukowe Prawa Sportowego ,,Ius et Sport"

GONKA

Way of cycling

Tour de Warsaw

300 kilometrów na rowerze dookoła Warszawy

Co w prawie piszczy

THE BIG BIKE THEORY